Wychowywałam się w zamożnej rodzinie. Tata był właścicielem salonów samochodowych,a mama była prawnikiem. Byłam jedynaczką,dlatego rodzice obdarowywali mnie wszystkim czego było mi potrzeba. Od najmłodszych lat uczyłam się języków,gry na skrzypcach,baletu. Robiłam to dla siebie,ale też dla rodziców,którzy nauczyli mnie wszystkiego co najważniejsze. To dzięki nim żyłam tak,by najważniejsze nie były moje,a innych potrzeby. To oni mówili mi,żebym nie patrzyła na innych,jeśli tylko wiem,że to co robię jest słuszne.
Mieliśmy bardzo duży dom,sześć pokoi,trzy łazienki,dwie kuchnie. Mogłam wchodzić wszędzie,oczywiście poza sypialnią i łazienkami rodziców. I jeszcze jednym pomieszczeniem. Pewnego dnia mama powiedziała do mnie:
- Kochanie, pod żadnym pozorem nie możesz wchodzić do pokoju na poddaszu,obok sypialni.
Bardzo mnie to zdziwiło,często się zastanawiałam co mieści się w tym pomieszczeniu. Ale,wytłumaczyłam sobie,że pewnie jest tam gabinet mamy w którym trzyma poufne dokumenty sądowe. I na tym cała sprawa się zakończyła. Korciło mnie,by kiedyś tam zajrzeć,ale obiecałam,że tego nie zrobię,więc nie mogłam złamać danego słowa.
Na domysłach mijały lata,aż do tego jesiennego popołudnia,gdy zadzwonił telefon:
- Dzień dobry. Pani Irmina miała wypadek,jest w krytycznym stanie. Obecnie przebywa w szpitalu świętej Marii - powiedział głos w słuchawce.
W tym momencie zrzuciłam telefon i opadłam na podłogę. Po czym zadzwoniłam do pracy taty. Natychmiast miałam się ubierać i czekać na niego. Gdy podjechał autem pojechaliśmy do szpitala. Kiedy weszliśmy na oddział,czekał już na nas lekarz.
- Bardzo mi przykro,robiliśmy co w naszej mocy,ale niestety nie dało się uratować pańskiej żony.
Moje zachowanie w tej chwili było co najmniej dziwne. Zamiast utonąć w rozpaczy,myślałam:
"Dlaczego ten człowiek mnie nie widział,zachowywał się tak jakbym nie istniała? Czy sądzi,że dwunastolatki nie mają uczuć,nie myślą,że nie można z nimi porozmawiać?"
Wróciliśmy w milczeniu. Ojciec po powrocie zamknął się w "tajemniczym pokoju". Siedział tam do rana,po czym powiedział,że trzeba zacząć załatwiać pogrzeb.
Odbył się on po tygodniu. Najpierw ostatnie pożegnanie na cmentarzu,a później coś czego nie chciałam,czyli stypa w domu. Nie dobrze mi się robi,gdy widzę jak w takiej chwili przychodzi do żałobników grono ludzi i śmieje się tak jakby nic się nie stało. Pociesza wszystkich,że będzie lepiej i trzeba żyć dalej. A,myśli: "Jakie
szczęście,że nie spotkało to mnie". Po godzinach rozmów zostałam przekonana,by jednak ten bezsensowny punkt pogrzebu mógł się odbyć.
W pewnej chwili,gdy jedliśmy poczęstunek zadzwonił telefon,który odebrałam. Pracownik taty powiedział,że zapalił się jeden z salonów i mam powiedzieć tacie,by natychmiast przyjechał na miejsce. Nie było go wśród gości,więc zaczęłam szukać po całym domu. Aż został mi pokój do którego nie mogłam wchodzić. Wtedy się zawahałam. Ale,tym razem musiałam złamać zakaz. Otwarłam drzwi i aż zamarłam. To co zobaczyłam było niewiarygodne.
- Kto to?
- To twoja siostra bliźniaczka Amelia.

Bardzo ładne
OdpowiedzUsuń... życie...
Niektórym się wydaje, że to nie jest ich życie..
OdpowiedzUsuńŻe to ich nigdy nie spotka..
Przyszłość pokazuje jednak coś innego..
I później pozostaje już tylko rozczarowanie..
Dopiero wtedy dowiadujemy się, ile tak na prawdę wiedzieliśmy o swoich bliskich.