Dom z kilkoma basenami
i wielką stadniną koni,
był pełen najlepszych przyjaciół
w każdy słoneczny weekend.
"Jakie ja mam szczęście.
Czym sobie na to zasłużyłam?
Tylu fajnych ludzi wokół,
pełnych szczerości" - powtarzała.
Teraz w wynajętym pokoju,
ze łzami, wspominając,
maluje obraz nogami,
siedząc samotnie w fotelu.
Dopóki miała pracę,pieniądze,
czuła się człowiekiem,była kimś.
Gdy zbankrutowała,po wypadku,
wszyscy o niej zapomnieli,
na ulicy,nikt nie przyznaje się,że ją zna.
To co wydawało się prawdą,
pękło jak bańka mydlana.
ludzie tak właśnie żyją, otaczają się mamidłami i nie widzą tego co istotne, przebudzenia są okrutne - dobrze zauważone...
OdpowiedzUsuńCoraz więcej ludzi żyje podobnie.
OdpowiedzUsuńJeśli już coś zauważają, to jedynie to, co widać na wierzchu, a nie to, nad czym trzeba się głębiej zastanowić.
A, to niestety nie wystarcza.
I doprowadza do tego, że w pewnym momencie, kiedy najbardziej potrzebuje się drugiego człowieka, jego już nie ma obok.
Dopiero wtedy widzi się, jak przez lata wyglądała prawda.
Może ktoś, kto przeczyta mój tekst, pozna prawdę szybciej i dzięki temu nie dozna tak bardzo rozczarowania, nie poczuje smutku, gdy tak bardzo będzie potrzebował wsparcia.